ŚWIĄTECZNY CUD W MARINASOL: DOWÓD NA TO, ŻE WCIĄŻ TU JESTEŚMY (GŁÓWNIE)

0
Ta grupa składająca się z prawie 50 członków, będąca w zasadzie pieczołowicie zachowanym zbiorem cenionych wspomnień i wątpliwych doświadczeń, z wielkim entuzjazmem przybyła do placówki.
Ta grupa składająca się z prawie 50 członków, będąca w zasadzie pieczołowicie zachowanym zbiorem cenionych wspomnień i wątpliwych doświadczeń, z wielkim entuzjazmem przybyła do placówki.

Po raz kolejny niezwykle błyskotliwa i prawdopodobnie nieco zdezorientowana załoga Marinasol – od dzielnych dusz walczących z płonącymi kulinarnymi kreacjami w kuchni, po świętych poruszających się po polu minowym przed salą – udało się dokonać spektakularnego wyczynu. W niedzielę nie tylko zajęli się cateringiem, ale także znosił coroczny świąteczny obiad Stowarzyszenie Weteranów i Przyjaciół Levante.

Ta grupa składająca się z prawie 50 członków, będąca w zasadzie pieczołowicie zachowanym zbiorem cenionych wspomnień i wątpliwych doświadczeń, z wielkim entuzjazmem przybyła do placówki.

Zgodnie z tradycją, jedzenie było spektakularne, a obsługa tak elegancka i profesjonalna, że ​​niemal poczuliśmy, że na to zasługujemy. (Spoiler: Prawdopodobnie tak nie jest, ale bierzemy to.)

To było naprawdę cudowne i wzruszające spotkanie z tak wieloma podobnie myślącymi przyjaciółmi. Przez „podobnie myślących” rozumiemy ludzi, którzy naprawdę doceniają mocnego drinka, sycący posiłek i wyraźną ulgę, jaką daje świadomość, że wciąż mogą znaleźć kluczyki do samochodu. Oby te okazje trwały długo, zwłaszcza że oficjalne ustalenie liczby członków z roku na rok staje się coraz trudniejsze. (Niestety, prowadzimy wyprzedaż dostępnych członków.)

Ogromne, ratujące życie brawa należą się Jean, który wykonał herkulesowe zadanie, faktycznie dzwoniąc i wysyłając e-maile niezbędne do zagonienia tego geriatrycznego stada. Bez Jeana wszyscy nadal siedzielibyśmy w piżamach, kłócąc się o to, kto ma zarezerwować miejsce. I oczywiście trzykrotne brawa dla… Nicola, który w jakiś sposób organizuje loterię, która sprawia, że ​​ludzie chcieć rozstać się z pieniędzmi. Jest raczej finansową wróżką z błyszczącym wiaderkiem niż organizatorką loterii.

Losowanie było naprawdę tragiczny spektakl jak szala sprawiedliwości – a może po prostu szala szczęście – wydawało się, że nieodwołalnie przegrywają na korzyść jednego konkretnego stołu. Szczerze mówiąc, to było mniej jak gra losowa, a bardziej jak starannie zaaranżowany, wielomilionowy napad na euro, zorganizowany przez tę podejrzanie wesołą grupę.

Jednakże, ponieważ ja zrobił jeśli uda mi się triumfalnie wyrwać zwycięstwo – dwukrotnie, to jestem zobowiązany, zarówno moralnie, jak i etycznie, do wstrzymania się z dalszym narzekaniem i zamiast tego po prostu zaoferować pobożne, święte skinienie głową do arbitralnego i pięknego okrucieństwa przypadku. (Ale będę obserwować ten stół w przyszłości. Oni na pewno coś knują.)

Pomiędzy wątpliwymi żartami, nieco zbyt głośnym śmiechem i typowym dla siebie narzekaniem na bóle i dolegliwości, wspaniałej grupie udało się zebrać aż 600 euro!

Ta imponująca kwota wkrótce trafi do dwóch zasłużonych lokalnych organizacji charytatywnych. Dziękujemy wszystkim, którzy pojawiają się na tych wydarzeniach, potwierdzając nasze istnienie i udowadniając, że nasza wspólna data ważności jeszcze nie minęła. To naprawdę zawsze wielka przyjemność.

W imieniu Stowarzyszenia składamy Państwu najserdeczniejsze życzenia: bardzo radosny, spokojny (proszę, na miłość boską, spokojny) okres świątecznyi Nowego Roku pełnego zdrowia i pomyślności – bo bądźmy szczerzy, potrzebujemy obu.

Do zobaczenia w 2026…jeśli nie śpimy.