
Jedną z pierwszych rzeczy, których nauczyłem się w szkole w Johnstown, było „używanie rozumu”. Uczono nas, że „używanie rozumu”, czyli odróżnianie dobra od zła, było częścią pakietu, który opanowałem po ukończeniu 7. roku życia.th urodziny. Czasami zastanawiałam się, dlaczego, skoro nie nauczono mnie odróżniać dobra od zła do siódmego roku życia, dostawałam klapsy w domu i w szkole, mając zaledwie pięć lub sześć lat?
W każdym razie, gdy osiągnęliśmy wiek siedmiu lat, wiek, w którym można było obdarzyć nas mądrością, ksiądz, rodzic, nauczyciel – i wszyscy pomiędzy – oczekiwali od nas, że będziemy wiedzieć, co jest dobre, a co złe. To były naprawdę proste czasy – i generalnie wszyscy potrafiliśmy odróżnić proste dobre od prostych złych rzeczy.
Ale teraz, ponad siedem dekad później, co jest zupełnie niewiarygodne, ludzie mają problem z ustaleniem, kto i co ma rację w tym szalonym świecie, w którym żyjemy. Przełączając się z jednego kanału telewizyjnego na drugi, z pewnością ksiądz, który udzielił mi Pierwszej Komunii Świętej, miałby problem z odpowiedzią, po której stronie granicy znajduje się większość dzisiejszych sensacyjnych informacji.
Wracając do mojego dzieciństwa i tego, jak łatwo było mi przyswajać wiadomości radiowe. Do tego stopnia, że chłonąłem je i rozumiałem sprawy światowe lepiej niż teraz. W wieku 12 lat mogłem z wami rozmawiać o pułkowniku Naserze, sir Anthonym Edenie i kryzysie Kanału Sueskiego. Dziś nie potrafiłbym powiedzieć, kto rządzi Cyprem; ale wtedy mogłem rozmawiać o arcybiskupie Makariosie i kolonialnym Grivasie; i rzucałem kamieniami w każdy czołg w Budapeszcie podczas rewolucji węgierskiej.
Widzicie, wiadomości z tego dnia trwały również następnego dnia; mieliśmy czas na myślenie, wszyscy używaliśmy rozumu i wiedzieliśmy, po której stronie powinniśmy stanąć.
Wiadomości, które nam wtedy podawano, były oparte na faktach… mniej więcej. „Irish Press” była gazetą Fianna Fail, podczas gdy „Irish Independent” podobno przedstawiała perspektywę Fine Gael. Nasze dwie główne partie polityczne reprezentowały blisko 80% populacji. O to mi chodzi: dzięki niezachwianej uczciwości naszych dziennikarzy i rzetelności naszych reporterów prasowych i radiowych (poprawcie mnie, jeśli się mylę), wiadomości dnia były w obu gazetach praktycznie takie same.
Przenieśmy się do czasów współczesnych, gdzie gromadzenie i relacjonowanie wiadomości niebezpiecznie różni się od tego, co jest na górze. Dzięki Bogu, w Irlandii wciąż obowiązują wyższe standardy pisania i dziennikarstwa śledczego, ale nawet tutaj media społecznościowe zniszczyły bazę informacyjną. Są tacy, którzy automatycznie ignorują wszystko, co pojawia się w głównych gazetach lub w RTE.
Jak ktokolwiek może stosować „rozum”; jak może odróżnić dobro od zła, jeśli prawdziwe fakty nie są w ogóle rozumowane?
Tak, wiemy, że podczas wojen i konfliktów prawda zawsze padała pierwszą ofiarą (głównie poprzez wyolbrzymianie zwycięstw), ale nawet wtedy przywódca przyłapany na bezczelnym kłamstwie często tracił wiarygodność. Dziś amerykańskie stacje telewizyjne, takie jak Fox News, szerzą jednostronną i często fałszywą propagandę, podczas gdy portale społecznościowe szerzą najbardziej naciągane kłamstwa, jakie tylko można wymyślić. Pamiętam nagłówki z lat 1950. i 60., ponieważ były to po prostu wiadomości, przekazywane w jasny sposób.
Szalona fala codziennych sensacyjnych ogłoszeń Donalda Trumpa to celowa strategia „zalewania strefy”. Zanim został wybrany na prezydenta najpotężniejszego państwa świata, jego tyrady były świetnym materiałem na seriale i rozrywkę. W ten sposób został wybrany; kraj jak lunatyk popadł w grząski piasek.
Historia surowo osądzi tych, którzy pomagają i podżegają do niego, schlebiając ego Trumpa i tchórzostwu. Najnowsze doniesienia mówią, że potencjalny dyktator zakazał weryfikowania faktów na swoich konferencjach prasowych.
Zwykły człowiek, zajęty zarabianiem na życie i radzeniem sobie z nim, nie wie już, w co wierzyć. Kobieta w biurze lub wychowująca dzieci nie ma czasu na sprawdzanie źródeł ani weryfikowanie faktów w tym, co czyta lub słyszy. Ci, którzy rozpowszechniają fałszywe wiadomości, „zalewają strefę”, a my nie jesteśmy w stanie nadążyć za tym, co jest dobre, a co złe.
Gazety są zastraszane przez wpływowych polityków i miliarderów z własnymi interesami. W redakcjach czuć groźby, cynizm i pozwy sądowe.
Dobra wiadomość jest taka, że wciąż istnieją – i zawsze będą istnieć – uczciwi, nieustraszeni i odważni dziennikarze, którzy traktują swój zawód jak powołanie. Ci mężczyźni i kobiety stanowią ostatnią obronę przed totalną anarchią, która stopniowo zawładnie społeczeństwem. Gazety głównego nurtu i obiektywne relacje radiowe to nasza ostatnia nadzieja na utrzymanie „używania rozumu”.
Nie zapomnij
„Przeczytaj Biblię, żeby wiedzieć, co ludzie powinni robić. Przeczytaj tę gazetę, żeby dowiedzieć się, co oni naprawdę robią” (Reklama lokalnej gazety w Teksasie)












