Bunt na rynku: Słynny pchli targ N-332 w Guardamar sprzeciwia się zarządzeniu burmistrza o zamknięciu

0
Właściciele uważają, że deweloperzy stojący za tym megaplanem naciskają na ratusz, aby oczyścił teren. „Nigdy się z nami nie kontaktowali” – mówi rodzina. „Chcemy tylko poznać ich plany – i utrzymać rynek, który płaci podatki i daje zatrudnienie lokalnym mieszkańcom”.
Właściciele uważają, że deweloperzy stojący za tym megaplanem naciskają na ratusz, aby oczyścił teren. „Nigdy się z nami nie kontaktowali” – mówi rodzina. „Chcemy tylko poznać ich plany – i utrzymać rynek, który płaci podatki i daje zatrudnienie lokalnym mieszkańcom”.

Rodzinny obiekt zabytkowy obiecuje pozostać otwarty „w każdą niedzielę” do czasu wydania decyzji przez sąd — twierdzenia o naciskach ze strony deweloperów podsycają burzę

GUARDAMAR DEL SEGURA — Walka o jeden z najbardziej kultowych weekendowych targów w Alicante przerodziła się w otwarty bunt. Niedzielny targ El Fogón, ukochany bazar o powierzchni 30 000 metrów kwadratowych tuż przy autostradzie N-332, nie chce zostać zamknięty — pomimo wielokrotnych plomb nakazanych przez Burmistrz José Luis Sáez.

„Nigdzie się nie wybieramy. Targ będzie otwarty w każdą niedzielę, dopóki sąd nie wyda orzeczenia” – oświadczył. Carmen Valenti Marí i jej syn Fernando García Valenti, którzy prowadzą targ od trzech dekad. Rodzina twierdzi, że rada nie może ich zamknąć, dopóki sędzia nie rozpatrzy ich wniosku o zastosowanie środków ostrożności, aby utrzymać targowisko otwarte do czasu rozpatrzenia apelacji.

W ostatnich tygodniach lokalna policja dwukrotnie blokowała wejścia, tylko po to, by po kilku dniach sprzedawcy mogli je ponownie otworzyć. „Nie rozumiemy pośpiechu burmistrza” – mówi García Valenti. „Ta sprawa toczy się od 2012 roku, a teraz nagle chcą nas eksmitować”.

Sednem sporu jest to, czy tętniące życiem miejsce – w którym znajdują się kawiarnie, licencjonowane magazyny i setki straganów – jest zgodne z prawem i nowym planem zagospodarowania przestrzennego tego obszaru. Zabudowa urbanistyczna El Oliverón ZO-6projekt o powierzchni 580 000 metrów kwadratowych, który ma przynieść 2,365 domów i stref komercyjnych.

Właściciele uważają, że deweloperzy stojący za tym megaplanem to wywieranie presji na ratusz aby oczyścić teren. „Nigdy się z nami nie kontaktowali” – mówi rodzina. „Chcemy tylko poznać ich plany – i utrzymać rynek, który płaci podatki i daje zatrudnienie lokalnym mieszkańcom”.

Rodzina zwróciła się o tymczasowe pozwolenie na działalność, dopóki plany zagospodarowania terenu nie będą kontynuowane, nazywając to „całkowicie legalnym rozwiązaniem”. Jednak ich prośby skierowane zarówno do rady miasta, jak i deweloperów pozostały bez odpowiedzi. Tymczasem, jak twierdzą, nakazy zamknięcia zignorowały ich wnioski sądowe i przekroczyły granice prawne.

ZOBACZ TEŻ: Targ w Guardamar otwiera się ponownie pomimo nacisków ze strony lokalnej rady

Targ El Fogón, znany w całej prowincji, przyciąga tysiące ludzi w każdą niedzielę swoim połączeniem antyków, przedmiotów kolekcjonerskich i używanych skarbów – tętniący życiem pchli targ, który napędza lokalne bary i restauracje. Ponad piętnaście osób pracuje tam bezpośrednio, a dziesiątki handlarzy polegają na weekendowych zarobkach, aby przetrwać.

Burmistrz Sáez pozostaje jednak nieugięty: targowisko „nie ma ważnej licencji” i będzie zamykane „tyle razy, ile będzie to konieczne”. Mimo to zapewnia, że ​​policja nie użyje siły, mówiąc: „Nie chcemy napięć ani konfliktów”.

Dla rodziny García Valenti walka ta ma charakter osobisty – ma swoje korzenie w trwającym od dziesięcioleci sporze, którego początki sięgają wywłaszczenie gruntów N-332Teraz, trzydzieści lat później, rodzina, która stworzyła niedzielną instytucję, twierdzi, że nie da się zastraszyć i zepchnąć z własnego terenu.