Przez Johna McGregora
Dziś Brian Watson, mieszkaniec La Marina, jest artystą – i to bardzo dobrym, zobaczcie jego prace. Ale nie zawsze tak było. Brian kontynuuje:
Wychowałem się w Walthamstow, E.17, w Domu Dziecka Kościoła Anglikańskiego, który absolutnie uwielbiałem. W szkole powiedziano mi, że mam ukryty talent do lepienia modeli z plasteliny i czułem, że naprawdę ożywam na lekcjach plastyki. Za trzecim razem zostałem adoptowany przez rodzinę z jednym starszym synem.
W wieku czternastu lat nadszedł czas, aby opuścić szkołę, a mój nauczyciel plastyki zasugerował, abym wykorzystał swój talent twórczy i poszedł do komercyjnej szkoły artystycznej. Byłem podekscytowany i zachwycony, ale mój ojczym, z którym nigdy nie miałem dobrego kontaktu, poradził mi, żebym znalazł porządną pracę i nie marnował swoich mrzonek.
W następnym tygodniu wstąpiłem do lokalnego sklepu mięsnego i czekałem cały dzień na powrót kierownika. W końcu wrócił i dzięki mojej wytrwałości zaproponował mi pracę – i tak rozpocząłem karierę w rzeźni. Lubiłem codziennie dekorować witrynę i uwielbiałem zaglądać do sąsiedniego sklepu, w którym sprzedawano obrazy.
Namalowałem nawet obrazek sklepu na papierze pakowym rzeźnika. W wieku trzydziestu pięciu lat kupiłem własny sklep mięsny w Luton, a trzy lata później miałem własną fabrykę i dwanaście punktów sprzedaży. Uwielbiałem projektować i sprzedawać materiały reklamowe.
Moja żona Sally i ja przyjechaliśmy do Hiszpanii w 2003 roku z myślą o emeryturze i malowaniu. Skorzystałem jednak z okazji i założyłem nowy biznes, czyli stragany na targu, z których korzystałem przez kolejne piętnaście lat. W końcu, mając siedemdziesiąt pięć lat, zacząłem regularnie malować na poważnie i zauważyłem, że moja twórczość jest doceniana przez innych ludzi. Sprzedałem kilka obrazów.
Wtedy odkryłem wystawę kulturalną Cuevas de Rojales, niedaleko mojego miejsca zamieszkania w Benijofar, odbywającą się w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Na zboczu wzgórza znajdują się jaskinie i liczne stragany, na których sprzedawane są wszelkiego rodzaju ręcznie robione przedmioty. Na pierwszej wystawie, w której uczestniczyłem, sprzedałem dwanaście obrazów. Tutaj mogę usiąść, malować i rozmawiać o sztuce z każdym, co zaowocowało wieloma zleceniami.
Maluję prawie codziennie: lokalne sceny, tańce flamenco i instrumentalistów, zwierzęta, portrety; uwielbiam detale w moich obrazach. W końcu spełniłem swoje marzenia, więc moja rada brzmi: nigdy się nie poddawaj!












