San Javier, Murcja – Następczyni hiszpańskiego tronu przybyła do Murcji, rozpoczynając nowy rozdział w swoim szkoleniu wojskowym. Księżniczka Leonor wylądowała w poniedziałek tuż przed południem odrzutowcem Falcon, wchodząc na pas startowy w San Javier z cichą pewnością siebie, która stała się już jej znakiem rozpoznawczym.
W tym roku Księżniczka Asturii będzie nazywać Akademię Sił Powietrznych (AGA) swoim domem. Ubrana w elegancki niebieski mundur Sił Powietrznych i Kosmicznych – jej imię i nazwisko wyszyte skromnie Podporucznik Borbón Ortiz — Leonor łączy formalność z determinacją. Nawet jej zielony kombinezon lotniczy nosi tę samą personalizację, sygnalizując, że 18-letnia członkini rodziny królewskiej jest gotowa podjąć się wymagającego życia kadeta.
Po dwóch intensywnych latach służby wojskowej – jednym w armii, drugim w marynarce wojennej – Leonor skupia się teraz na przestworzach. W San Javier dołącza do 481 kadetów, z których 74 stanowią kobiety. W jej klasie, liczącej 75 osób, 15 to przyszłe oficerki, co stanowi 20 procent – to znak zmieniających się czasów w instytucji historycznie zdominowanej przez mężczyzn.
Jej przybycie odbyło się z całą ceremonią, jakiej można się było spodziewać. Pułkownik Luis Felipe González Asenjo, dyrektor Akademii, poprowadził powitanie wraz ze starszymi oficerami, a kapitan Abel Marín Rodríguez, który będzie jej opiekunem akademickim, stanął wśród pierwszych, którzy ją powitali. Po krótkiej rundzie powitań – formalnych dla większości, ale serdecznych dla pułkownika – księżniczka wpisała swoje nazwisko do księgi pamiątkowej Akademii, co stanowi tradycję trwającą ponad osiem dekad.
Potem przyszły jej pierwsze kroki w świecie kokpitu. Pod okiem kapitana Alberto Guzmána, doświadczonego instruktora szwajcarskiego programu Pilatus PC-21, Leonor weszła do symulatora lotu. Guzmán przygotowywał kiedyś jej ojca, króla Filipa VI, do tego samego samolotu; wczoraj, symbolicznie przekazując mu obowiązki, zaczął to samo robić dla swojej córki. „Chętnie latam, ale powoli” – powiedziała później Leonor, podsumowując zarówno swoje podekscytowanie, jak i charakterystyczną ostrożność.
Na razie jej najbliższym drugim pilotem będzie Patrycja. Zanim będzie mogła przejąć stery Pilatusa, Leonor musi odbyć 50 godzin symulacji, przechodząc od podstawowego szkolenia komputerowego do zaawansowanych systemów, które odtwarzają sytuacje awaryjne i oferują 180-stopniową widoczność. Dopiero wtedy otrzyma zgodę na upragnione „wypuszczenie” – swój pierwszy samodzielny lot.
Jej harmonogram nie pozostawia wiele miejsca na lenistwo: pobudki o 6:30 rano, długie godziny nauki, intensywny trening fizyczny i nowe tematy z zakresu aeronautyki i projektów satelitarnych. Będzie dzielić kabinę z dwoma innymi kadetami, wtapiając się w życie Akademii w takim stopniu, w jakim pozwalają na to protokoły bezpieczeństwa. Podczas gdy jej koledzy mogą cieszyć się anonimowymi spacerami po San Javier, wyjścia Leonor zawsze będą odbywały się pod dyskretną opieką ochrony – co ma przypominać, że jest zarówno studentką, jak i przyszłą królową Hiszpanii.
Mimo to ci, którzy spotykają ją w Akademii, upierają się, by traktować ją jak kolejną kadetkę. I to może być największą siłą Leonor: umiejętność płynnego przechodzenia między rolą sumiennej dziedziczki a zdyscyplinowanej uczennicy, nigdy nie pozwalając, by jedna przyćmiła drugą.
Jej obecność, oczywiście, nie pozostała niezauważona. Tłumy aparatów fotograficznych zebrały się na jej przybycie, jak zawsze, pragnąc uchwycić najpilniej obserwowaną młodą członkinię rodziny królewskiej w Hiszpanii. Jednak w Akademii, z dala od fleszy, księżniczka Leonor skupia się na horyzoncie – stopniowo uczy się latać.












