Japonka, która wyszła za mąż za mężczyznę cierpiącego na chorobę dziedziczną, mogącą mieć wpływ na zdrowie ich przyszłych dzieci, postanowiła, że nie powstrzyma się w dążeniu do posiadania większej liczby potomstwa.
Postanowiła więc przeszukać media społecznościowe w celu znalezienia „idealnego” kandydata, który mógłby być ojcem jej drugiego dziecka.
W lipcu 2019 roku jej poszukiwania przyniosły efekt: znalazła bogatego, samotnego Japończyka, który studiował na elitarnym Uniwersytecie w Kioto. Spała z nim dziesięć razy, aż w końcu udało jej się zajść w ciążę, ponieważ „w Japonii nie ma publicznego ani prawnego systemu dawstwa nasienia” – powiedział prawnik kobiety na konferencji prasowej w zeszłym tygodniu.
Ale dlaczego, możesz zapytać, ma prawnika i dlaczego występuje on przed mediami?
Cóż, wygląda na to, że ten człowiek nie był do końca tym, za kogo się podawał! Skłamał co do swojej tożsamości, nie był bogaty, nie był nawet Japończykiem, tylko Chińczykiem. Był też żonaty i nigdy nie poszedł na studia.
Kiedy w końcu odkryła prawdę i było już za późno na aborcję, postanowiła oddać dziecko do adopcji.
Według jej prawnika, cierpiała ona na „zaburzenia snu”, a oddanie dziecka do adopcji ściągnęło na nią falę krytyki, którą uważała za niezwykle przygnębiającą.
Informację tę podał japoński serwis informacyjny Tokyo Shinbun, który poinformował, że 30-letnia Japonka mieszkająca w Tokio wniosła przeciwko oszustowi pozew o „cierpienie emocjonalne” na kwotę 2.86 mln dolarów.












