CD Torrevieja 0 Orihuela CF 3 – STEVE HIBBERD
Stadion Nelsona Mandeli zapoczątkował nową erę dla CD Torrevieja, ale jednocześnie był dla nich bardzo smutnym dniem. Stadion Vicente Garcia był przez wiele lat domem piłkarskim Torrevejense, będąc świadkiem wielu magicznych momentów w ligach Prérente, 3 i 2b. Został założony 18 listopada 1971 roku i jest jedną z niewielu naturalnych nawierzchni trawiastych w regionie Walencji. Jednak po zamknięciu szatni i głównej trybuny ze względów bezpieczeństwa, a także po poniesieniu kosztów regularnej konserwacji boiska, klub postanowił, że ma już dość, i niechętnie zdecydował się na stałą przeprowadzkę do pobliskiego Nelsona Mandeli.
Po zwycięstwie u siebie z Almoradi w meczu otwarcia, kolejny lokalny zespół miał odbyć krótką podróż przez region Veja Baja. Orihuela rozpoczęła sezon od dwóch kolejnych remisów i przyjechała wiedząc, że poprzednie spotkanie tych dwóch drużyn z pewnością dało im powody do dumy. Tymczasem Torry dobrze sobie poradził po wczesnej serii trzech bramek z Villarreal w zeszłym tygodniu, kiedy bramki Zapaty i Salamanki zmniejszyły stratę. Niestety, imponujący napastnik Zapata zdecydował się na grę w innym klubie, w drużynie Palencia, grającej w dywizji 2b. Miejmy nadzieję, że trener Gabi Correa wkrótce będzie w stanie wypełnić tę lukę.
W składzie Torry nastąpiły dwie zmiany w porównaniu z poprzednim tygodniem. Abraham i Adrian zastąpili Melliego, który został zdegradowany na ławkę rezerwowych, oraz Zapatę, który przeszedł na nowe boisko. Na ławce rezerwowych znalazł się również były junior Torry, ale ostatnio grający w Atlético Madryt, Damian, który wrócił do klubu po swoich wyczynach w stolicy.
W samym meczu Torry prowadził wszystkie akcje, a goście ograniczali się do strzałów z dystansu, ale dwie dobre okazje padły łupem Matheusa. Powinien był lepiej spisać się po podaniu Lewisa w 15. minucie, ale jego opóźniony strzał pozwolił obronie Orihueli zażegnać zagrożenie.
Perona był pierwszy w kolejce po brutalnym faulu na Carrasco, ale weteran Torry podążył za nim i ukarał go sędziego zaledwie 5 minut później, szukając odwetu. W międzyczasie błąd w obronie Torrevejense pozwolił Ayo wyprowadzić gości na prowadzenie celnym strzałem z krawędzi pola karnego.
Tuż przed przerwą Carrasco próbował oddać strzał, ale to Marcano obronił strzał Antonia, co pozwoliło gospodarzom utrzymać się w grze i opuścić boisko na przerwę.
Jednakże zajęło to mniej niż 3 minuty z 2nd Antonio miał czas na naprawienie sytuacji, gdy napastnik Orihueli strzelił gola, którego wcześniej nie udało mu się zdobyć, praktycznie przesądzając o losach meczu. I cóż to był za żenująco prosty gol, piłka o mało nie przeleciała za linię bramkową, a Marcano, niepewnie schodząc z boiska, rzucił się do ucieczki.
Gospodarze sapali i dyszeli, ale nie potrafili wrócić do gry. W rzeczywistości to głównie Orihuela miała przewagę, a gospodarze wyraźnie nie byli zadowoleni z przeprowadzki do nowego domu.
Kibice Torry wylegli na trybuny, dzięki czemu drużyna uniknęła rozczarowania związanego z kolejną bramką straty, gdy rezerwowy Siro pobiegł za obrońcą i w 94. minucie z ostrego kąta strzelił gola.
W przyszłym tygodniu, gdy presja zdobycia punktów zaczyna rosnąć, a menadżer i kibice zastanawiają się, skąd przyjdą, odbędzie się podróż na północ do Xàtiva, gdzie Torry zmierzy się z wysoko notowanym CD Olímpic













